Dopamina jest związkiem chemicznym wytwarzanym przez organizm, mającym związek z poczuciem spełnienia i motywacją. Jaki może mieć związek z modą? Okazuje się, że bardzo duży! Czym jest trend dopamine w modzie i dlaczego warto z niego czerpać?

Codzienne samopoczucie ma ogromny wpływ na to, co się na siebie zakłada. Dlatego właśnie jesień i zima, „gorsze” okresy w roku, wszelkiego rodzaju napięcia czy niepokojące zjawiska odbijają się również na garderobie. Zły nastrój czy niekorzystna aura powodują, że zakłada się na siebie coś w stylu „pancerza” – ciemne, bure, bezkształtne ubrania, mające stanowić tarczę ochronną, pozwalające wtopić się w równie bure otoczenie. Nie jest to wyraz żadnego manifestu – to naturalny stan, tak samo jak to, że podczas pracy zdalnej najchętniej zakłada się dres, czy też fakt, że w domu chodzi się w wygodnych, miękkich kapciach, a nie szpilkach. Słowem – zawsze ubiera się to, co się lubi, w czym jest wygodnie i, jak się wydaje, idealnie do sytuacji. W opozycji do tego staje dopamine dressing.

Trend dopamine – kolory na przekór modzie

Dopamine dressing to idea, która mówi o tym, by wyzwalać w sobie radość poprzez dobieranie garderoby sprzecznej z tą, którą podpowiada pogoda czy nastrój. Ma to na celu wyzwolenie dopaminy, a więc motywatora, pochodnej hormonów szczęścia, odpowiedzialnego za wewnętrzne pobudzenie pozytywnej energii i utrzymanie jej.

Co to oznacza w praktyce? Kiedy pogoda za oknem zachęca wyłącznie do ubrania stonowanych, uniwersalnych lub ciemnych ubrań, należy się temu sprzeciwić i „jak na złość” ubrać się w żywe, energetyczne kolory, które od razu dodadzą mocy oraz rozświetlą szarość i ponurą aurę.

Nie oznacza to jednak, by od razu przemienić się w „kolorowego ptaka”. Nie każdemu taki styl odpowiada. Ale już jeden dodatek może rozświetlić i urozmaicić stonowaną stylizację – kolorowa, dziergana torebka będzie doskonałym zastrzykiem dopaminy. I od niej warto zacząć!